Krzysztofactory
Jest rok 1974. W podziemiach Pałacu pod Krzysztofory, od kilkunastu lat służących Teatrowi Cricot 2 jako nieformalna siedziba, trwają próby do „Umarłej klasy” – spektaklu, który stanie się jednym z kamieni milowych dwudziestowiecznego teatru, a jego twórcę, Tadeusza Kantora, postawi w jednym rzędzie z artystami takimi jak Artaud, Wilson czy Grotowski. Z zewnątrz ciekawie zaglądają do środka bliźniacy Lesław i Wacław Janiccy, zwani wówczas w Krakowie Jamnikami. Mój Tata i mój stryj. Kantor wykluczył ich z udziału w najnowszym przedsięwzięciu kiedy okazali się zbyt samodzielni, występując jako Druga Grupa na paryskim Biennale Młodych. Bardzo przeżywają odtrącenie, podświadomie przeczuwając, że może ominąć ich o wiele więcej niż po prostu rola w pewnym spektaklu. W końcu obaj powracają do Kantorowskiego świata i wiążą się z nim na dobre i na złe, aż do końca.
***
Jest rok 2008. Na małej scenie Teatru Starego Krystian Lupa prezentuje swoje najnowsze dzieło – fantazję na temat Andy’ego Warhola i jego Fabryki. Po ośmiu godzinach wychodzę z teatru słaniając się na nogach i nie wiedząc o czym myśleć. Musi minąć kilka miesięcy bym się dowiedział. O Warholu i o Kantorze. O piewcy życia ze śmiercią w tle i o piewcy śmierci z tłem pełnym życia.
***
Na klasyczny objazdowy show Warhola [po amerykańskich uniwersytetach – przyp. KJ] składał się fragment jego najnudniejszego, najgorszego filmu 24 hour movie, potem Paul Morrissey miał krótkie wystąpienie, a Viva odpowiadała na pytania. Andy stał na podium, odziany w swój uniform, czyli skórzaną marynarkę, i w ciemnych okularach, zupełnie bierny nie odzywał się ani słowem, nawet kiedy uproczywie wykrzykiwano do niego pytania.
Victor Bockris, Andy Warhol
Kantor obecny/nieobecny na scenie od pierwszej do ostatniej chwili spektaklu, przygarbiony w tym samym zawsze czarnym ubraniu i ciemnym szalu, ponaglający swoich aktorów lekkim, czasem niemal niedostrzegalnym trzepnięciem palców, jakby zniecierpliwiony, że to wszystko jeszcze tak długo trwa, wydać się może Charonem, który przeprawia umarłych na tamtą stronę. Ale Kantor nie tylko odprawia umarłych, on ich także sprowadza. W tym teatrze znikającego i rozmytego śladu Kantor obecny na scenie jest pamięcią po miejscach i ludziach. I w tym jest niezwykłość i powaga Umarłej klasy i Wielopola.
Jan Kott, Teatr esencji: Kantor i Brook
Trudno o bardziej wymowne cytaty. Andy Warhol to zdystansowany, antyintelektualny, uwielbiający prowokować nowojorską śmietankę towarzyską dandys i bon-viveur. Kantor to przekonany o własnym geniuszu gorzki prorok, konfrontujący swoje życie z Historią. Tak różni, mają jednak wiele wspólnego. Obaj uczynili ze swego życia dzieło, a dzieła tworzyli z materii swojego życia, przede wszystkim mitów młodości (u Warhola były to bostońskie czasy komiksów, u Kantora ubogi pokoik wyobraźni w Wielopolu). Obaj byli jednocześnie charyzmatyczni i skrajnie apodyktyczni – pozorna nieobecność i dystans to jedynie artystowska poza demiurga. Kontrola była całkowita, zaś wymiar kary za próby niezależności najwyższy – odrzucenie, tak jak w przypadku mojego Taty i stryja czy wieloletniego asystenta Warhola, Gerarda Malangi. Tak Warhol jak i Kantor manipulowali ludźmi i obaj byli przez swoje „ofiary” uwielbiani. Zbudowali wokół siebie kosmosy, które naznaczyły egzystencje wszystkich, którzy choć na chwilę znaleźli się w ich oddziaływaniu.
***
Także w samej twórczości doszukiwać się można pewnych paraleli – choć to grunt bardziej grząski, bo pozornie trudno o style bardziej przeciwstawne niż warholowski estetyzm, przejawiający się portretowaniu możnych tego świata, i kantorowska Realność Najniższej Rangi, która „każe mi zawsze sprawy umieszczać i wyrażać w materii jak najniżej, jak najniższej, biednej, pozbawionej godności, prestiżu, bezbronnej, często nawet nikczemnej” , by za cytować samego twórcę. Jednak refleksja nad opiewanym przez Warhola automatyzmem i kantorowskimi manekinami albo porównanie warholowskiej seryjności z projektem Multipartu Kantora pozwalają wysnuwać wnioski o pewnej konceptualnej zbieżności – w końcu obaj działali w tym samym świecie, stawiając czoła tej samej tradycji, napotykając na podobne ograniczenia i mierząc się z podobnymi wyzwaniami.
***
Warhol i Kantor. Życie i Śmierć. Jako dziecko poznałem śmierć, teraz poznaję życie.
lipiec 2, 2008 at 9:48 am
no bo wlasnie chodziło o edynburg a nie ten.. letter to editors
Personally i think it is strange that audience of edinburgh Festival will
watch nothing but again the same gay circle of common adoration from
Warsaw. It is my personal opinion or maybe rather suspicion. particularly
i think that decision on inviting those – its one circle of friends from
Warsaw, even known for strange almost nepotistic practices – could be
influenced in a criminal way.
This year they are probably going to speak there for me myself
particularly with psychosis performance where magdalena cielecka will have
a role related to me in some way.. it is fully against me because i don’t
want these people to make further shows of my life that has been abused
for over 4 years.
wczesniej bykll tam krystian znany z tego ze grzeja go suty mlodych chlopcow kiedy wchodzi na basen i z tego ze swoim najukochańszym studentom pomaga wleźć na stolek dyrektora teatru
a tak i że normalni ludzie musza w kolko znosic wynurzenia, chorych zacpanych, egzaltowanych staruchow.. rzygac sie chce