Tribute to Raymond Chandler

Dla Sz.

Tak niewiele się zmienia. Wciąż nadwrażliwi, egocentryczni i balansujący na krawędzi nałogu (choć kiedyś bardziej ekscytujący się tym kto, ile i dlaczego wypił, a dziś kto, ile i dlaczego nie pije). Wciąż bardziej bojący się kobiet niż Boga. Wciąż zapatrzeni w niedosiężne a odwieczne mity autodestrukcyjnej i chmurnej męskości, od popadnięcia w egzaltację chronieni tylko silnym poczuciem autoironii.

***

Tak wiele się zmienia. Już nie młodzi. Brzuszki i siwe włosy jako pierwsze symptomy śmiertelności. Mniej piękne katastrofy i dotkliwsze klęski. Deszcz, który nie oczyszcza i neony, które nie olśniewają. Szare świty częściej oglądane na dzień dobry niż na dobranoc. Majaczące na horyzoncie conradowskie widma-klisze do wyboru: wszechobecna smuga cienia, wyprawa ku jądru ciemności, zaciąg na pokład Narcyza.

***

Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość.

Tak brzmi ostatnie zdanie „Wielkiego Gatsby’ego” F. Scotta Fitzgeralda i to zdanie wyryli mu na grobie. Choć wzrok wciąż sięga daleko, Przyjacielu, to cholernie długie pożegnanie już się chyba zaczęło.

Explore posts in the same categories: Literatura, Ogólne

Comment: