Pra
Księżyc jest żółty jak ząb, a zmarli niespokojni. Dziady idą. Zamiast haseł po głowie tłuką mi się gusła.
***
Łatwo odnajduję w sobie – w nas – to, co sarmackie. Nasza pogarda wymieszana z podziwem wobec Zachodu, nasz strach i poczucie wyższości wobec Wschodu. Droga na skróty od wzniosłości do śmieszności i z powrotem. Śmiech przez łzy jest sarmacki i łatwość ferowania sądów. To, co zbytkowne i to, co zbyteczne. Nie przez przypadek tak się lubujemy w wyzywaniu od targowiczan, wszak wszyscyśmy z Targowicy. Stworzeni do rzeczy wielkich, więc do najprostszych niezdolni. Chrystus, paw i papuga, czerep rubaszny i chołodziec litewski. Od czubków wąsów po cholewy, jak byliśmy tak jesteśmy sarmaccy.
***
O wiele trudniej idzie mi dokopywanie się w sobie – w nas – do tego, co słowiańskie. Zawstydzeni naszą słowiańskością, tą lnianą przaśnością, pierwotną więzią z naturą tak daleką od mitu sarmackich stepów, biblijnego Jafeta i Raju, w którym Adam rozprawiał z Ewą po polsku, spychaliśmy ją na dno narodowej podświadomości tak długo, aż stała się tą podświadomością. Rdzeń naszego jestestwa jest mrocznym obszarem z rzadka penetrowanym przez społeczną czy historyczną refleksję, oddanym na pastwę wieszczów, szarlatanów i ich niedopowiedzeń. Wypchnięta poza nawias, niewchłonięta przez kulturę masową, nieprzetworzona przez kulturę wysoką, słowiańszczyzna to na wpół niewidzialny upiór, to potępiona dusza wyjąca pośród pozłacano-buraczanych krajobrazów polskości.
***
Sarmatyzm sumą naszych strachów, pstrokatym strojem, grubą skórą. Słowiańszczyzna pierwotnym lękiem, nagą duszą, na niej blizną. Jedno wiarą, drugie marą. Dziady idą.
listopad 1, 2008 at 9:20 am
“[Słowiański] Rdzeń naszego jestestwa jest mrocznym obszarem z rzadka penetrowanym przez społeczną czy historyczną refleksję, oddanym na pastwę wieszczów, szarlatanów i ich niedopowiedzeń.”
I Marii Janion. Nie zapominaj o mrocznych zakusach Marii Janion, która bezustannie duszy naszej tkliwej, lechicko-piastowsko-siermiężnej zagraża.
pozdrowienia!