Le roi n’est pas mort

Stary człowiek pochyla się nad rzędem zadbanych grządek. Dłońmi w grubych, czarnych, pikowanych rękawicach rozchyla pędy, bystrym okiem przeczesuje czarną ziemię. Pieli. Wyrywa chwasty.

***

- Madame ma Soeur! Le sort de la Pologne est entre Vos mains. Votre puissance et votre sagesseen decideront – pisał po upadku insurekcji do Katarzyny Stanisław August, ten Król-Znak Zapytania, Król-Wyrzut Sumienia, Król-Duch, który mógł oddać życie na ołtarzu Ojczyzny, ale droższe mu było łoże nad ołtarze, a nadto zbyt się bał cierpienia.

***
Wieszanie Jarosława Marka Rymkiewicza to lektura tyleż pasjonująca, co trudna, bowiem kapryśnymi drogami zmierza w niej Rymkiewicz do celu, raz po raz gubiąc się (i w tym zgubieniu znajdując upodobanie) w gąszczu tropów urbanistycznych i faktograficznych.

Że Wieszanie jest o wieszaniu podczas insurekcji warszawskiej, rzecz to wiadoma, i trudno sobie wyobrazić, by ktoś potrafił coś więcej z tego tematu literacko wyzyskać. Wyobraźnia Rymkiewicza jest makabryczna, wręcz surrealistyczna, poczucie humoru zaś czarne jak noc listopadowa. Wieszaniu przygląda się nie odczuwając ciągłej potrzeby piętnowania wieszanych czy też wieszających, okiem estety raczej. Niby dociekliwy polihistor, a zarazem jeden z wieszającej tłuszczy, ktoś, kto rozumie i współodczuwa ze stawiającym szubienice pospólstwem, kto jak ono łaknie krwi zdrajców.

Ale Wieszanie jest także, a może przede wszystkim, esejem o nowoczesności. Rozbudowane dygresje dotyczące systemu pozbywania się z Warszawy odpadów czy pierwszych lotów balonowych nad stolicą tylko na pozór nie mają nic wspólnego z tytułowym wieszaniem. Za ich pomoca szkicuje Rymkiewicz krajobraz modernizacji Polski, wyznaczając jednocześnie punkt zwrotny tego procesu, punkt, do którego nigdy nie doszliśmy…

Wieszając Stanisława Augusta mielibyśmy szansę stać się społeczeństwem, związanym potężnymi więzami pierworodnego grzechu królobójstwa – tak, jak stali się nim Francuzi. Zaś sam Stanisław August, pod tyloma względami podobny do Ludwika XVI, mógłby wzorem obywatela Ludwika Kapeta trafić na zawsze do historii. Ale Polska to Polska. Naczelnik Kościuszko Króla całował w upierścienioną dłoń i ani mu w głowie postało, że mógłby, że powinien go skrócić o głowę.

***

Dość już pracy w ogrodzie na dzisiaj. Zachód słońca w Milanówku coraz bliżej. Żegnaj żegnaj słońce szyjo ścięta.

Explore posts in the same categories: Literatura, Media, Teatr

Comment: