Pisanie jest nie wróżącą powodzenia, nienaturalną czynnością. Zajęciem właściwym człowiekowi jest czytanie – czytanie tego, co napiszą ci, którzy nie potrafili obrać strony milczenia. Nie-pisać można z wielu powodów: z przekonania, że wszystko zostało już napisane bądź z przekonania, że nic nie zostanie napisane nigdy. Z pogardy dla świata lub z olśnienia życiem. Z braku słów albo z ich nadmiaru. Można nie odezywać się w ogóle, można zamilknąć nagle. Do Nie prowadzą tysiące dróg.
***
Po raz pierwszy z konceptem Nie zetknąłem się wiele lat temu, odkrywając u Eco pasaże poświęcone doskonałemu czytaniu – czy też doskonałemu czytelnictwu – które miałoby, o ile dobrze pamiętam, nie ustępować doskonałości w pisaniu, a więc byłoby po prostu wyborem, a nie rezygnacją. Pełne rozwinięcie tej pociągającej i kunsztownej myśli przynosi Bartleby i spółka – powieść-esej Enrique Vila-Matasa, niezwykłego hiszpańskiego autora tworzącego w duchu Borgesowkiej Biblioteki.
Vila-Matas w tym eseju w fomie przypisów do nieistniejącego tekstu (acz zabieg ten ma znaczenie wyłącznie symboliczne, nie wpływa bowiem na samą formę dzieła) mnoży tropy, anegdoty i uwagi o pisarzach Nie. Tytułowy Bartleby to postać z Melville’a – odgradzający się od życia urzędnik, którego jedynym buntem było odpowiadanie na każdą sugestię aktywności kongenialną frazą: – Wolałbym nie.
Obok Melville’a pojawiają się u Vila-Matasa Sterne, Rimbaud, Musil, Zweig, Gombrowicz… Zdaje się w pewnym momencie że milknącymi bądź piszącymi o milczeniu autorami stoi literatura – i nie może być inaczej, bo wszak wszelka twórczość to zmaganie się z Nie. Vila-Matasowi zależy na podkreśleniu, że wycofanie się nie musi oznaczać porażki – że, jak pisze cytując kogoś, być może największym dziełem Duchampa był jego rozkład dnia.
***
Jedno znam jeszcze wspaniałe Nie, którego Vila-Matas nie cytuje:
Szczęśliwy ten, kto w życia święto
Nie dopił wina aż do dna,
Kto powieść życia rozpoczętą
Potrafił przerwać tak jak jak,
Kto się z powieścią, kto się z winem
Rozstał, jak ja z mym Onieginem